Odprowadziłem wzrokiem Moore'a, którego znałem głównie z widzenia. Nie miałem jednak zbyt wielu informacji na jego temat, gdyż ta mała cholera zdawała się nie przebywać w okolicy moich "znajomych", co było w sumie widać po całym jestestwie młodzieńca. I jeszcze kręci się między wilkołakami. Na samą myśl o tych zmiennokształtnych aż prychnąłem, a nozdrza wypełniła ostra, zwierzęca woń, jaka im zazwyczaj towarzyszy. Nawet jeśli inni nie robili z tej sprawy aż takiej afery, osobiście ten zapach irytował mnie niemiłosiernie. Z tego powodu, aby jakoś oczyścić organizm z tej nieprzyjemnej substancji (bo nie wierzę, że tutaj w grę nie wchodzą geny czy inne chemiczne bzdety), podniosłem się z podłogi, zacisnąłem dłonie w pięści i wyszedłem na zewnątrz. Z lekkim uśmiechem nabrałem powietrze w płuca, chłonąc dźwięki wokół siebie, odbierając okolicę całym swoim ciałem. Poczułem się na tyle zrelaksowany i, śmiało mogę powiedzieć, rozluźniony, że samo obejrzenie się przez ramię na fasadę budynku utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie chcę tam wracać. W końcu, tak czy owak, jestem już pełnoletni i mogę robić to, co chcę. Może brzmię jak byle dzieciak, co za największy przejaw buntu przeciwko rodzicom uznaje zostanie do późna, ale każdy na pewno ma w swoim życiu takie momenty, że chce po prostu odejść gdzieś, nie mieć kontaktu z kimkolwiek i po prostu odpocząć od ludzkiego zgiełku. Ignorując więc dzwonek, zwiastujący rozpoczęcie kolejnej lekcji, zszedłem po schodach, przeskakując z jednego stopnia na drugi, rozkładając przy tym ręce. Jakaś dziewczyna z równoległej klasy obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem. Odwzajemniłem go, zupełnie jakbym nie wiedział, że ta sama szara myszka ciągnęła kilku facetom na raz na ostatniej imprezie w klubie nocnym. Jak to ludzie się zmieniają po alkoholu... Między innymi z tego właśnie powodu tak kochałem te pocieszne stworzenia. Zawsze stanowiły źródło prostej, lecz wciągającej rozrywki.
Nie mając pomysłu, gdzie się mogę podziać, postanowiłem po prostu przejść się ulicami Lead i powspominać stare, nie takie dobre czasy. Byleby tylko nie myśleć o upadku, a będzie dobrze. Jesteś dużym chłopcem, już takie rzeczy przestały cię ruszać już dawno.
Wypuściłem powietrze przez delikatnie rozchylone wargi, po czym ruszyłem przed siebie. Z rękoma w kieszeniach spodni, snułem się od jednego skrzyżowania do drugiego, myśląc o sprawach ważnych i ważniejszych. Czułem jednak, że coś jest nie do końca takie, jakie być powinno. W pewnym momencie, zatrzymałem się i obejrzałem przez ramię. Na widok znanej już postaci, nie mogłem powstrzymać się przed prychnięciem.
— A ty znowu uciekasz z lekcji, co, Moore? — krzyknąłem do chłopaka, jednak nie zrobiłem nawet najmniejszego kroku w jego stronę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan. Pokaż wszystkie posty
piątek, 2 listopada 2018
środa, 13 czerwca 2018
Początek Końca — Od Alana
— Wiesz co? Byłem wczoraj w kinie — Przeturlałem się na plecy, wyjąłem z plastikowej torebki żelka i obróciłem go w palcach. Uśmiechając się delikatnie, podrzuciłem słodycz, po czym złapałem ją w zęby. Kwaśny proszek, który pokrywał czerwoną powierzchnię, obkleił moje wargi. Dlatego po zjedzeniu "głównego" dania, musnąłem długim językiem usta — I słuchaj tego. Siedzę sobie, nudząc się niemiłosiernie, bo ileż można oglądać, jak Jake lata za Samanthą, a ta nawet nie widzi, że on jest wampirem, proszę cię! Przecież nawet bollywoodzkie filmy klasy B są bardziej logiczne. No ale nieważne. Oh, nie wzdychaj mi tam! Streszczam ci dzieło amerykańskiej popkultury! Wracając. Oglądam, jak ta karuzela żenady i degrengolady rozpędza się coraz bardziej, kiedy to słyszę, że ktoś mnie woła. Arioch, Arioch,... No i ja tak tego słucham, totalnie nie ogarniając, co się dzieje, bo nikomu nie mówiłem, jak się nazywam. Potem się okazuje, że to tobie się coś złego przyśniło i potrzebowałeś randomowego beboka do utulenia cię do snu, nie?
Wyjąłem kolejnego żelka, po czym rzuciłem go za siebie. Wsłuchałem się w szum powietrza, a kiedy dotarł do mnie odgłos towarzyszący gwałtownemu zamknięciu ogromnych szczęk, zaśmiałem się krótko pod nosem. Tego jeszcze nie grali. Pradawne bóstwo chorujące na cukrzycę, gdyż jakiś demon uzależnił je od słodyczy. Po namyśle, usiadłem po turecku na skalnej półce, objąłem dłońmi stopy, po czym zerknąłem w dół, a dokładnie na tego przerośniętego pluszaka z Piekła rodem. Ye'ii Tsoh czy jakoś tak. Nie jestem mistrzem w obcych mitologiach. Jednak, skoro interesuje Lucyfera...
Bestia podniosła łeb, nasze spojrzenia skrzyżowały się. Wiedziałem, co chce mi przekazać. Nawet bez używania słów.
Przewróciłem oczami, wygrzebując z torebki resztę żelek i wrzucając je do nieznacznie rozwartego pyska stworzenia. Czy to znaczy, że zostaliśmy przyjaciółmi? W sumie, to jedyna osoba, której bym był skłonny zaufać. Jest pode mną, skuty i nie może się odzywać. Ideał wręcz.
Kroki.
Ktoś szedł korytarzem, z każdą chwilą schodząc coraz niżej. Momentalnie poderwałem się na równe nogi i zacząłem nasłuchiwać. Ewidentnie. Jakaś osoba również odebrała to mentalne połączenie od stworzenia i przylazła tu, Borzu Wszechszumiący wie dlaczego. Przez umysł przebiegła mi myśl, że mogę spróbować dogadać się z tą osobą, a dopiero w ostateczności ją zaatakować, lecz szybko odrzuciłem tę opcję. Lepiej będzie, jeśli po prostu zniknę. Odejdę gdzieś daleko, aby nikt nie powiązał mnie z dokarmianiem bóstwa. No i powodowaniem cukrzycy.
Otoczyłem się iluzją, później zręcznie wymykając się w bezpiecznym cieniu. Plecami muskając kamienną ścianę, spojrzałem na przybysza. Czekaj, czy to nie ten koleś od matmy, co chciał mnie usadzić na kolejny rok?
Wyjąłem kolejnego żelka, po czym rzuciłem go za siebie. Wsłuchałem się w szum powietrza, a kiedy dotarł do mnie odgłos towarzyszący gwałtownemu zamknięciu ogromnych szczęk, zaśmiałem się krótko pod nosem. Tego jeszcze nie grali. Pradawne bóstwo chorujące na cukrzycę, gdyż jakiś demon uzależnił je od słodyczy. Po namyśle, usiadłem po turecku na skalnej półce, objąłem dłońmi stopy, po czym zerknąłem w dół, a dokładnie na tego przerośniętego pluszaka z Piekła rodem. Ye'ii Tsoh czy jakoś tak. Nie jestem mistrzem w obcych mitologiach. Jednak, skoro interesuje Lucyfera...
Bestia podniosła łeb, nasze spojrzenia skrzyżowały się. Wiedziałem, co chce mi przekazać. Nawet bez używania słów.
Przewróciłem oczami, wygrzebując z torebki resztę żelek i wrzucając je do nieznacznie rozwartego pyska stworzenia. Czy to znaczy, że zostaliśmy przyjaciółmi? W sumie, to jedyna osoba, której bym był skłonny zaufać. Jest pode mną, skuty i nie może się odzywać. Ideał wręcz.
Kroki.
Ktoś szedł korytarzem, z każdą chwilą schodząc coraz niżej. Momentalnie poderwałem się na równe nogi i zacząłem nasłuchiwać. Ewidentnie. Jakaś osoba również odebrała to mentalne połączenie od stworzenia i przylazła tu, Borzu Wszechszumiący wie dlaczego. Przez umysł przebiegła mi myśl, że mogę spróbować dogadać się z tą osobą, a dopiero w ostateczności ją zaatakować, lecz szybko odrzuciłem tę opcję. Lepiej będzie, jeśli po prostu zniknę. Odejdę gdzieś daleko, aby nikt nie powiązał mnie z dokarmianiem bóstwa. No i powodowaniem cukrzycy.
Otoczyłem się iluzją, później zręcznie wymykając się w bezpiecznym cieniu. Plecami muskając kamienną ścianę, spojrzałem na przybysza. Czekaj, czy to nie ten koleś od matmy, co chciał mnie usadzić na kolejny rok?
Wysunąłem nogi przed siebie, twarz kierując ku słońcu. Lekcja chemii stopniowo dobiegała końca, nauczyciel (który pewnie pamięta pierwszych uczniów tej jakże światłej placówki oświaty) próbował jeszcze kilka razy skupić na sobie uwagę tych co bardziej świadomych uczniów, lecz i Salomon z pustego nie naleje, więc poddał się, siadając ostatecznie na krześle. Prychnąłem pod nosem. Ludzie są chyba najlepszą rozrywką, jaką mógłbym sobie wymarzyć na tym świecie. Ta ich nieporadność, a z drugiej strony — upór i agresja. Cudowne połączenie. Mógłbym obserwować to, co robią, przez cały dzień, gdyby nie fakt, że nagle coś przestało się zgadzać. Ukradkiem rozejrzałem się po klasie, aby następnie wyjrzeć przez okno. Jakaś tania podróbka Pocahontas wchodziła właśnie do szkoły, niosąc za sobą nie tyle kolorowy wiatr, co woń duchów. Czy raczej dusz, za które połowa głodującego Piekła byłaby w stanie zapłacić fortunę. Nie wahając się chwili dłużej, podniosłem rękę. Chemik poprawił okulary na zadartym nosie i zerknął w moją stronę. Jego oczy wyglądały na puste, jakby duch już dawno odszedł do niebiańskiego ogrodu, pozostawiając za sobą pustą skorupę ciała.
— Mogę iść do toalety, panie profesorze?
Machnął jedynie ręką w odpowiedzi, dając znak, że utrzymuję ten prawieże boski przywilej. Podniosłem się więc, wsunąłem kciuki do kieszeni spodni i barkiem otworzyłem drzwi. Od razu zerknąłem na boki, upewniając się, że nikogo nie ma. Zakradłem się pod klasę matematyka, kucając pod ścianą. Dla pewności, ukryłem się za dokładnie utkaną iluzją.
— Wstawaj — Głos kobiety brzmiał twardo, wręcz nieustępliwie, sprawiając, że zaciekawiłem się jeszcze bardziej. Zaryzykowałem przesunięcie się do przodu, tylko o kawałeczek...
Nauczyciel i Pocahontas przeszli tuż przed moim nosem, prawie zahaczając o iluzję. Znieruchomiałem więc jak dzieciak, którego rodzice przyłapali na oglądaniu porno, czekając, aż odejdą. Następnie osunąłem się po ścianie na podłogę, wypuszczając z płuc powietrze.
— Cholera — mruknąłem pod nosem, zamknąłem oczy i wsłuchałem się w dźwięk dzwonka na przerwę, który rozdarł ciszę na korytarzach. Po chwili wokół mnie znaleźli się uczniowie. Zupełnie ich zignorowałem, pogrążony w zamyśleniu. Chciałem cieszyć się chwilą spokoju, lecz wtedy ktoś postanowił zmącić ją swoim pytaniem.
Wzdychając ostentacyjnie, podniosłem powieki.
— Czego chcesz? — spytałem, mierząc wzrokiem przybysza, będąc bardziej zainteresowany nim niż jego słowami, które puściłem mimo uszu.
— Mogę iść do toalety, panie profesorze?
Machnął jedynie ręką w odpowiedzi, dając znak, że utrzymuję ten prawieże boski przywilej. Podniosłem się więc, wsunąłem kciuki do kieszeni spodni i barkiem otworzyłem drzwi. Od razu zerknąłem na boki, upewniając się, że nikogo nie ma. Zakradłem się pod klasę matematyka, kucając pod ścianą. Dla pewności, ukryłem się za dokładnie utkaną iluzją.
— Wstawaj — Głos kobiety brzmiał twardo, wręcz nieustępliwie, sprawiając, że zaciekawiłem się jeszcze bardziej. Zaryzykowałem przesunięcie się do przodu, tylko o kawałeczek...
Nauczyciel i Pocahontas przeszli tuż przed moim nosem, prawie zahaczając o iluzję. Znieruchomiałem więc jak dzieciak, którego rodzice przyłapali na oglądaniu porno, czekając, aż odejdą. Następnie osunąłem się po ścianie na podłogę, wypuszczając z płuc powietrze.
— Cholera — mruknąłem pod nosem, zamknąłem oczy i wsłuchałem się w dźwięk dzwonka na przerwę, który rozdarł ciszę na korytarzach. Po chwili wokół mnie znaleźli się uczniowie. Zupełnie ich zignorowałem, pogrążony w zamyśleniu. Chciałem cieszyć się chwilą spokoju, lecz wtedy ktoś postanowił zmącić ją swoim pytaniem.
Wzdychając ostentacyjnie, podniosłem powieki.
— Czego chcesz? — spytałem, mierząc wzrokiem przybysza, będąc bardziej zainteresowany nim niż jego słowami, które puściłem mimo uszu.
The law ain’t never been a friend of mine
"The law ain’t never been a friend of mine
I would kill again to keep from doing time
You should never ever trust my kind"
(Linus Wördemann)
Imię: Alan, jednak jego prawdziwe imię brzmi Arioch
Nazwisko: Dimitrov. Mimo, że sam nazwałby się Raskolnikov lub Marks. Bo czemu by nie?
Przezwiska: Aruś, Aruszek, Arioszek, Arunio — wszystkie te zdrobnienia zostały wymyślone przez byłego najlepszego przyjaciela demona i z wielką (nie)chęcią z nich korzysta. W kwestii ludzkiego imienia, uznaje jedynie skrót Ally.
Wiek: Z wyglądu 19 lat. A o rzeczywisty wiek lepiej nie pytać, bo będzie się zmuszonym kupić tyleż świeczek.
Płeć: Mężczyzna
Płeć: Mężczyzna
Data urodzenia: Dokładnie 13 kwietnia.
Frakcja: Demony
Rasa: Upadły anioł, dawniej należący do Serafinów.
Zdolności: Jeśli spojrzeć na Alana, chłopak nie wyróżnia się niczym specjalnym. Potrafi dobrze pracować w grupie i nią przewodzić, żeby nie powiedzieć — manipulować ludźmi, ma dobre oceny z biologii czy po prostu jest sprawny fizycznie. Typowy nastolatek, który dodatkowo po nocach zajmuje się hackowaniem czy byciem wolnym strzelcem. Jednak z racji swojej rasy, posiada nieco demonicznych zdolności oraz anielskich, których nie wyzbył się pomimo upadku. Kluczową z nich jest samoregeneracja tkanek i nieśmiertelność (co nie oznacza niezabijalności), bo w końcu jakby inaczej przeżył tyle tysiącleci? W dodatku, potrafi tworzyć iluzje i mamić umysły. Próbował kiedyś opętywania słabych umysłów, lecz jedyne, co mu się dotąd udało, to wpłynięcie na psa Abbadona.
Rodzina: Nie posiada rodziców jako takich, nie licząc swojego stwórcy. Na Ziemi jednak mieszka w domu starszego małżeństwa, Andrewa i Swietlanę Dimitrov, które przyjęło podrzucone pod drzwi diabelskie dziecko i wychowuje je jak swoje.
Aparycja: Aby spojrzeć na twarz młodzieńca, nie trzeba zadzierać zbyt wysoko głowy. Bo ile ten tajemniczy chłopaczyna może mierzyć? Sto osiemdziesiąt? Sto siedemdziesiąt dziewięć centymetrów? Coś w tych okolicach. Wystarczająco wysoki, aby sięgać po rzeczy na wyższych półkach, ale na tyle niski, żeby być w stanie wejść do większości pomieszczeń bez schylania swojej płomiennej głowy. Oczywiście, towarzysz nie jest piromanem, po prostu archanioł Metatron, kiedy to wyśpiewywał kolejne anioły, dla tego oto osobnika postanowił zostawić najciekawszy, lecz z drugiej strony — najczęściej wyśmiewany kolor włosów, mianowicie intensywny, rudy odcień z przebłyskami złotych kosmyków. Idealny do żartów czy zwykłych dogryzek. Za to oczy Upadłego są cechą, której wielu chłopakowi zazdrości, mimo tego, że sam uważa ją za nic specjalnego. Mają one głównie niebieską barwę, lecz przez zielone odmiany zaliczają się one do kategorii heterochromicznych tęczówek.
Same ciało chłopaka, umięśnione i powleczone śniadą skórą, która ma tendencję do tworzenia na sobie piegów letnimi miesiącami, ukrywa w sobie rzeczy, o których nawet najbliższa rodzina Alana nie ma pojęcia. Pomijając ciemne paznokcie, które w jednej chwili są w stanie zmienić się w ostre szpony, w żyłach młodzieńca płynie anielska, złota krew oraz znajdują się najczęściej złożone szare skrzydła, a dokładnie ich trzy pary. W chwilach złości, Arioch nie kontroluje odruchów swojego organizmu, więc z jego skroni często wyrastają zakrzywione rogi, a długi, ostry jak bicz ogon odwija się z wąskiej talii, aby nerwowo wić się wokół Upadłego.
Same ciało chłopaka, umięśnione i powleczone śniadą skórą, która ma tendencję do tworzenia na sobie piegów letnimi miesiącami, ukrywa w sobie rzeczy, o których nawet najbliższa rodzina Alana nie ma pojęcia. Pomijając ciemne paznokcie, które w jednej chwili są w stanie zmienić się w ostre szpony, w żyłach młodzieńca płynie anielska, złota krew oraz znajdują się najczęściej złożone szare skrzydła, a dokładnie ich trzy pary. W chwilach złości, Arioch nie kontroluje odruchów swojego organizmu, więc z jego skroni często wyrastają zakrzywione rogi, a długi, ostry jak bicz ogon odwija się z wąskiej talii, aby nerwowo wić się wokół Upadłego.
Charakter: Aby dowiedzieć się najwięcej ciekawych informacji na temat rudzielca, nie należy rozmawiać z nim osobiście, gdyż jest to bardziej niż pewne, że Alan zignoruje pytanie czy machnie na nie ręką. Dlatego powinno się podpytać znajomych Upadłego.
Można wtedy usłyszeć, iż chłopak jest wcieleniem złośliwości. Częściej niż komplementy można usłyszeć kąśliwe uwagi czy skrzętnie ukryte aluzje. Zwany przez niektórych Mistrzem Ironii (co po części mija się z prawdą), lubuje się w grach słownych, zagadkach czy przekazywaniem informacji między wierszami, co zapewne jest już specyficznym zboczeniem demonicznej rasy. Arioch odznacza się również czarnym jak noc i pole bawełny podczas zbiorów humorem, przez który nie raz, nie dwa prawie nie doznał uszkodzeń na swoim ciele. Do tego nie uznaje zasad, a wartości nie mają dla Upadłego większego znaczenia, przez co można podciągnąć go pod kategorię ludzi, powszechnie uważanych za cyników. Co za tym idzie, nie wierzy zbytnio w szczere intencje innych, gdyż sądzi, iż każdy człowiek dąży jedynie do wykorzystania drugiej jednostki w jak największym stopniu. Mimo to, jest wierny swoim aktualnym zwierzchnikom i bez słowa wykonuje wszelkie polecenia, o ile te nie są obrazą dla poziomu czy intelektu Ariocha.
Sam uważa się za nonkonformistę, co jest ściśle związane z cyniczną częścią osobowości byłego serafina. Żyje tak, jak chce i nie liczy się ze zdaniem innych, nieważne, jak z wielką krytyką by się nie spotkał. Jak można przewidzieć, odznacza się także nieustępliwością, błędnie nazywaną uporem. Alan nie potrafi "odpuścić", dojdzie do celu wszystkimi możliwymi środkami, nawet gdyby musiał zupełnie zmienić swój plan. A rzeczy chłopak planuje często. Każdy dzień, godzina, minuta powinna być w jakikolwiek sposób opisana, aby nie wprowadzać chaosu w życie rudzielca. Dzięki temu zyskuje spokój ducha, że nic go nie zaskoczy i ma wszystko pod kontrolą. Władza to kolejny aspekt charakteru, który dominuje w osobowości Ariocha. Młodzieniec, pomimo funkcji przewodniczącego szkoły, szuka możliwości kontroli nad innymi w każdej, nawet najmniejszej rzeczy, dzięki czemu może pielęgnować wewnętrzne poczucie wyższości nad pozostałymi rasami.
Głos: Jonathan Young
Można wtedy usłyszeć, iż chłopak jest wcieleniem złośliwości. Częściej niż komplementy można usłyszeć kąśliwe uwagi czy skrzętnie ukryte aluzje. Zwany przez niektórych Mistrzem Ironii (co po części mija się z prawdą), lubuje się w grach słownych, zagadkach czy przekazywaniem informacji między wierszami, co zapewne jest już specyficznym zboczeniem demonicznej rasy. Arioch odznacza się również czarnym jak noc i pole bawełny podczas zbiorów humorem, przez który nie raz, nie dwa prawie nie doznał uszkodzeń na swoim ciele. Do tego nie uznaje zasad, a wartości nie mają dla Upadłego większego znaczenia, przez co można podciągnąć go pod kategorię ludzi, powszechnie uważanych za cyników. Co za tym idzie, nie wierzy zbytnio w szczere intencje innych, gdyż sądzi, iż każdy człowiek dąży jedynie do wykorzystania drugiej jednostki w jak największym stopniu. Mimo to, jest wierny swoim aktualnym zwierzchnikom i bez słowa wykonuje wszelkie polecenia, o ile te nie są obrazą dla poziomu czy intelektu Ariocha.
Sam uważa się za nonkonformistę, co jest ściśle związane z cyniczną częścią osobowości byłego serafina. Żyje tak, jak chce i nie liczy się ze zdaniem innych, nieważne, jak z wielką krytyką by się nie spotkał. Jak można przewidzieć, odznacza się także nieustępliwością, błędnie nazywaną uporem. Alan nie potrafi "odpuścić", dojdzie do celu wszystkimi możliwymi środkami, nawet gdyby musiał zupełnie zmienić swój plan. A rzeczy chłopak planuje często. Każdy dzień, godzina, minuta powinna być w jakikolwiek sposób opisana, aby nie wprowadzać chaosu w życie rudzielca. Dzięki temu zyskuje spokój ducha, że nic go nie zaskoczy i ma wszystko pod kontrolą. Władza to kolejny aspekt charakteru, który dominuje w osobowości Ariocha. Młodzieniec, pomimo funkcji przewodniczącego szkoły, szuka możliwości kontroli nad innymi w każdej, nawet najmniejszej rzeczy, dzięki czemu może pielęgnować wewnętrzne poczucie wyższości nad pozostałymi rasami.
Głos: Jonathan Young
Historia: Upadły nie opowiada zbytnio o swojej przeszłości, nie wymieniając zarówno powodu, dlaczego został strącony z Niebios (poszło prawdopodobnie o kłótnię ze zbyt pewnym siebie Gabrielem, lecz te tematy są ucinane przez archanioła) oraz dlaczego zdobył od razu tak wysoką rangę. Niektórzy mawiają, że razem z Lucyferem planują kolejną rebelię, bo jak to się mówi, "Wielkie umysły myślą podobnie", przez co Jutrzenka nagrodził go w taki sposób. Jedno jest pewne. Pojawienie się królewskiego posłańca pośród ludzi nie może świadczyć o niczym dobrym. Zwłaszcza, że ten wykupuje wszystkie paczki z żelkami i zanosi je do jaskini Ye'ii Tsoh.
Praca: Uczeń, wieczorami dorabia w barze. Niezbyt wdzięczna praca, ale dzięki niej dowiaduje się wielu sekretów o ludziach, co wynagradza trudności.
Orientacja: Panseksualna
Orientacja: Panseksualna
Partner: Brak, zaczyna z czystą kartą.
Ciekawostki: Od niedawna jest właścicielem samochodu Dodge Charger R/T z '70 roku, co było jego małym marzeniem, gdyż od dawna jest miłośnikiem aut typu muscle. W kwestii zamieszkania, jeszcze żyje w domu małżeństwa Dimitrov, lecz ma w plamach kupno własnego studio bądź przerobienia na mieszkanie starego magazynu.
Jako Upadły, jest również wrażliwy na srebro, a poświęcone przedmioty irytują go.
Na piekielnym dworze posiada funkcję królewskiego posłańca, a w wojsku piastuje pozycję pułkownika jednej z dywizji powietrznych. Dzięki swojej zaciekłości w walce, zyskał przychylność Abbadona, głównego generała, którego może nazwać swoim przyjacielem. O ile przyjaciele planują obalenie drugiej osoby i oczernienie jej w oczach przywódców, to są przykładem wielkiej przyjaźni.
Jako Upadły, jest również wrażliwy na srebro, a poświęcone przedmioty irytują go.
Na piekielnym dworze posiada funkcję królewskiego posłańca, a w wojsku piastuje pozycję pułkownika jednej z dywizji powietrznych. Dzięki swojej zaciekłości w walce, zyskał przychylność Abbadona, głównego generała, którego może nazwać swoim przyjacielem. O ile przyjaciele planują obalenie drugiej osoby i oczernienie jej w oczach przywódców, to są przykładem wielkiej przyjaźni.
Właściciel: Amicka / Arteyiu
Subskrybuj:
Posty (Atom)
